Zielona szkoła

Zielone wspomnienia uczniów klasy VI z Targanic …

AAA
28 maja 2013, 8:16

Nasza przygoda z zieloną szkołą rozpoczęła się 5 maja o 5.50 rano. Spotkaliśmy się pod szkołą, aby wśród ostatnich napomnień rodziców wsiąść do autobusu, który miał nas zawieźć do Jastrzębiej Góry. Nad morze!

Podróż minęła szybko. Kilka krótkich przystanków pozwoliło nam rozprostować nogi i odpocząć. W pewnej chwili z naszych gardeł wydobył się jęk zachwytu – morze! Zatoka Pucka! Jesteśmy prawie na miejscu!

Jastrzębia Góra przywitała nas piękną pogodą, więc natychmiast po zakwaterowaniu pobiegliśmy na plażę przywitać się z morzem. Troszkę pobłądziliśmy podczas szukania odpowiedniej ścieżki, ale dzięki temu poznaliśmy trochę okolicę.

W poniedziałek całą grupą wybraliśmy na wycieczkę do Władysławowa. Przeszliśmy tam Aleją Gwiazd Sportu – nie spodziewaliśmy się, że będzie ona taka długa. Potem odwiedziliśmy Ośrodek Przygotowań Olimpijskich w Cetniewie. Tam obejrzeliśmy bieżnię, boisko i popływaliśmy w olimpijskim basenie.

Wtorek spędziliśmy na Helu. Dużą niespodzianką był dla nas rejs statkiem, ale jeszcze większą wizyta w fokarium. Mieliśmy tam okazję popatrzeć na foki, na to, w jaki sposób się je tresuje i jak się nimi opiekują ludzie. Oprócz swojej podstawowej działalności fokarium na Helu zajmuje się również edukacją mającą na celu ochronę czystości wód mórz i oceanów.

Kolejne dni upływały pod znakiem dobrej zabawy i nauki. Bo i uczyć się musieliśmy. Przyroda, matematyka, angielski, historia… No i codziennie polski, bo pisaliśmy nasz Dziennik Młodego Podróżnika, wysyłaliśmy do bliskich kartki pocztowe… A któregoś dnia na plaży nauczyliśmy się pisać limeryki – śmiechu było co niemiara.

W czwartkowy wieczór wybraliśmy się na dyskotekę. Na początku dobór muzyki nie bardzo nam odpowiadał, ale po chwili doszliśmy do porozumienia i już do późna bawiliśmy się przy ulubionych dźwiękach.

Piątek zastał nas deszczowy, co wywołało w nas smutek, ponieważ na ten dzień zaplanowana była wycieczka do Trójmiasta. Mimo nienajlepszej aury w dobrych humorach wsiedliśmy do autokaru i pojechaliśmy najpierw do Gdyni. Tam weszliśmy na pokład statku – legendy – Daru Pomorza. Ta piękna jednostka zachwyciła nas wszystkich, więc do Sopotu jechaliśmy pełni oczekiwania. Niestety – deszcz rozpadał się na dobre i spokojny spacer po molo nie udał się. Zobaczyliśmy za to potem krzywy dom i dzielnicę tenisową. Do Gdańska wjechaliśmy z nieśmiałym słońcem za plecami, więc przejście nabrzeżem portowym sprawiło nam sporo przyjemności. Na jego końcu naszym oczom ukazał się zabytkowy żuraw, a potem piękne kamieniczki Starego Miasta. Weszliśmy do Kościoła Mariackiego i na jego wieżę – stamtąd podziwialiśmy panoramę miasta. Potem, po krótkim odpoczynku, niestety już znów z deszczem nad głową, zobaczyliśmy Dwór Artusa i pomnik Neptuna. Zmoknięci, ale zadowolenie, wróciliśmy do naszego ośrodka.

Nie można zapomnieć o dwukrotnej wyprawie do Aquaparku, gdzie doskonale można było wypocząć i aktywnie spędzić czas.

W sobotę mieliśmy okazję obejrzeć latarnię morską w Rozewiu. Wokół niej znajdują się również budynki gospodarcze – piekarnia, wędzarnia i maszynownia. Weszliśmy na sam szczyt latarni i obejrzeliśmy fragment polskiego wybrzeża z wysoka.

Niedziela przywitała nas piękną pogodą, więc chętnie poszliśmy na mszę do miejscowego kościoła. Zachwycił on nas swoją atmosferą – niewielki, ale wyposażony w piękne organy oraz niespotykane tabernakulum.

Rano w poniedziałek wybraliśmy się znów do Władysławowa – tym razem do Ocean Parku. Szczerze mówiąc nie spodziewaliśmy się tego, co zobaczyliśmy. A było na co popatrzeć – makiety morskich stworzeń naturalnej wielkości, a poza tym fantastyczny plac zabaw ze ścianką wspinaczkową, bandżi i mnóstwem innych atrakcji.

Nasz pobyt nad morzem nie mógł się obejść bez chrztu morskiego. W poniedziałkowe popołudnie zeszliśmy do świetlicy, a po chwili zobaczyliśmy Neptuna.. Była nim pani Czarnecka, która zaprowadziła nas na plac, gdzie czekał już na nas tor przeszkód i wstrętna mikstura. Potem nadano nam morskie imiona i mogliśmy już bez wahania nazywać się wilkami morskimi.

Ostatni dzień upłynął nam pod znakiem nauki, sprzątania i pakowania. Przygotowywaliśmy się również do wieczornej dyskoteki. W trakcie przygotowań okazało się, że nie wszyscy chcą w niej uczestniczyć, więc część wieczór spędziła nad morzem, podziwiając zachód słońca.

Wreszcie nadszedł czas zakończyć nasz pobyt.. Zaopatrzeni w bagaż doświadczeń i pełni wrażeń wsiedliśmy do autokaru, który zawiózł nas prosto w ramiona stęsknionych rodziców…

VI a i VI b

wraz z wychowawczyniami –

p. Honoratą Ogórek i p. Joanną Czarnecką J

Zielona szkołaZielona szkołaZielona szkołaZielona szkołaZielona szkoła